BWJ > FELIETONY > ZWIERZA AUTOSTRADY I PRZEJŚCIA DLA LUDZI


Zwierza autostrady i przejścia dla ludzi
21.04.2005

Jest taki gatunek, z łaciny zwany Homo sapiens. Gatunek ten żyje we wspólnotach o dużym stopniu autonomii, zwanych gminami. Jak wszystkie organizmy, żyje zgodnie z prawami ekologii, tzn. kolonizuje nowe obszary, przekształca swoje środowisko, dąży do wyparcia konkurencyjnych gatunków, czy maksymalizacji swojej wygody.

Dla zwiększenia liczebności gminnych subpopulacji wznosi coraz gęstszą i bardziej rozległą sieć zabudowań, a dla zapewnienia wymiany genów w metapopulacji buduje korytarze migracyjne, drogi powiatowe, wojewódzkie, krajowe. Im większy jest taki korytarz, tym większa jest jego drożność, a w konsekwencji tempo oraz bezpieczeństwo migracji.

Niestety, zarówno w swojej migracji, jak i ekspansji terytorialnej, Homo sapiens napotyka piętrzące się bariery. Inne gatunki uniemożliwiają mi budowę autostrad, przez co zmuszony jest do korzystania z szos wąskich, mało wydajnych i niebezpiecznych. Wszechobecne obszary chronione uniemożliwiają zabudowę nieskolonizowanych terenów, poprawę funkcjonalności istniejących zabudowań i fundowanie nowych inwestycji. Licho wie, czy presja innych gatunków na polską populację Homo sapiens nie stawia pod znakiem zapytania jej dalszego rozwoju i egzystencji.

Taka wizja gatunku ludzkiego nie jest zbyt popularna wśród przyrodników, ale uświadamia nam, że w konfliktach z lokalnymi społecznościami często nie dostrzegamy szerokiej analogii pomiędzy obiema stronami. Na uczelniach i w instytutach pokrywamy mapę Polski sieciami obszarów chronionych, podczas gdy w gminach kreślone są sieci obszarów zagospodarowanych, realizujące oddolne aspiracje rozwojowe.

Po latach panowania gospodarki centralnie planowanej, Ustawa z dnia 7 lipca 1994r. o zagospodarowaniu przestrzennym przeniosła ciężar i kompetencje planowania przestrzennego na poziom gmin, podczas gdy ochrona przyrody, oparta na kolejnych wersjach Ustawy o ochronie przyrody, w zasadniczej większości pozostała (na szczęsicie!) planowana centralnie. To, skądinąd jedyne sensowne, rozwiązanie nasiliło jednak polaryzację pomiędzy przyrodnikami a ludnością lokalną, zaostrzyło konflikt i pogłębiło niejaką dwoistość planowania przestrzennego: teoretycznego ustanawiania systemów obszarów chronionych oraz praktycznego zagospodarowania przestrzeni.

Mamy bowiem klasyczną sytuację z udziałem białego i czarnego charakteru. "Dobra" Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oddaje w ręce ludu prawo decydowania o kształcie otoczenia, lakonicznie wspominając jeno o konieczności opracowania prognozy oddziaływania projektu planu miejscowego na środowisko. Idźcie i czyńcie ją sobie poddaną nie kłóci się bynajmniej z wszczepionym systemem wartości.

Tymczasem "zła" Ustawa o ochronie przyrody, pospołu z ustawą Prawo ochrony środowiska narzucają często zupełnie niezrozumiałe dla ludu ograniczenia. Tym bardziej przykre, że najbardziej niewzruszone zakazy dotyczą obszarów chronionych, rzuconych na Ziemię z góry, a tam, jak w epoce Braci prawych i sprawiedliwych jesteśmy wciąż informowani, gnieździ się stara i znienawidzona, zapewne jeszcze poststalinowska, władza. A skoro robi to w imię innych gatunków? Chłop żywemu nie przepuści.

Oczywiście dokładnie w ten sam sposób lud, kształując krajobraz, narzuca ograniczenia innym gatunkom. Ograniczenia daleko ciaśniejsze, krtóre doprowadziły naszą przyrodę do stanu krytycznego. Wie to każdy, kto zajmuje się ochroną przyrody. Jednak uświadomienie sobie tej przedziwnej symetri pomiędzy naszym gatunkiem a innymi mieszkańcami Ziemi pomaga zrozumieć motywy lokalnych społeczności, nawiązać dialog, przekonać do naszych argumentów i - spójrzmy prawdzie w smutne oczy - wypracować jakiś kompromis.

Trudno bowiem dotrzeć do kogoś i skłonić do wyciągnięcia ręki ku innym gatunkom, demonstrując równocześnie brak szacunku dla jego potrzeb. Niby banał, a jakże często zdajemy się swoją postawą mu przeczyć.